Jak się pozbyć cellulitu?
To odwieczne pytanie, które zwłaszcza teraz, latem, gdy odkrywamy więcej swojego ciałka, zadają sobie już nie tylko dojrzałe kobiety, ale też nastolatki. Internet obfituje w różnego rodzaju pomysły, podpowiedzi, niektóre dość dziwne. Na przykład trenowanie boksu, kąpiel w błocie, nacieranie mydłem solnym czy masaż kostkami lodu. Chociaż ten ostatni w upały mógłby być całkiem przyjemny. Tak czy owak, skórka pomarańczowa w wersji maxi powlekająca nasze biodra, uda czy brzuszki to nic miłego ani dla oka, ani dla samopoczucia. Dlatego warto się jej pozbyć. Są na to skuteczne i bardzo miłe jednocześnie sposoby.
Skąd się bierze cellulit?
Cellulit to małe grudki tłuszczu, które widoczne są na powierzchni skóry kobiet, najczęściej w okolicach pośladków i bioder, czasem brzucha. Powstaje w wyniku ściśnięcia tłuszczu podskórnego przez tkankę łączną włóknistą, przez co tkanka tłuszczowa znajdująca się pod skórą tworzy nieestetyczne fałdy, zwane cellulitem lub też – z racji podobieństwa – skórką pomarańczową. Cellulit może być zarówno skutkiem nieprawidłowej diety i braku ruchu, problemów z gospodarką hormonalną, jak też uwarunkowań genetycznych.
Jak się pozbyć cellulitu?
Najprościej – zmusić komórki tłuszczowe znajdujące się w skórze do… pracy! Wydaje się to niemożliwe. Ale są skuteczne sposoby. Jeden z nich to po prostu zdrowa, lekkostrawna dieta, bogata w warzywa i owoce oraz błonnik, w której bardzo ważne jest wypijanie dużych ilości wody, najlepiej wymiennie z zieloną herbatą. Drugi sposób to oczywiście aktywność fizyczna, która ma bezpośredni wpływ na tkankę tłuszczową, ale też jakość naszej skóry. Nie musi to od razu być jakiś forsowny wysiłek. Wystarczy codzienny intensywny spacer (np. do pracy). Ale naprawdę warto się ruszać. Jest i trzeci sposób, żeby zaktywizować komórki tłuszczowe, a jego sekret tkwi we właściwościach mikroalgi o nazwie Tisochrysis lutea. Ekstrakt z tej rośliny powoduje aktywizację tzw. beżowych komórek tłuszczowych, które są nieaktywne i gromadzą tłuszcz, ale odpowiednio stymulowane – zmieniają się w komórki spalające tłuszcz!
Jak to się dzieje?
Tkanka tłuszczowa w organizmie człowieka zbudowana jest w większości z trzech rodzajów komórek zwanych adipocytami. Rozróżnia się je według kolorów – są brunatne, białe i beżowe. I tak jak w przypadku cholesterolu – jedne są złe, a drugie dobre.
Adipocyty brunatne opowiadają za spalanie tłuszczu i termogenezę, a więc to, na czym nam zależy najbardziej. Chciałoby się ich mieć więcej, ale cóż – natura wyposażyła w nie tylko tkankę tłuszczową dzieci. U dorosłych występują wyłącznie adipocyty białe i beżowe.
Adipocyty białe tworzą główną rezerwę tłuszczu w organizmie i z nimi nie da się nic zrobić, bo chcemy czy nie – trochę tłuszczu jest naszemu ciału potrzebne. Ale z beżowymi można już współpracować. Dlaczego? Dlatego że chociaż mogą przybierać formę nieaktywną i odkładać się w organizmie jak białe, mogą też być aktywne. I wtedy zachodzi w nich proces termogenezy, który przyspiesza spalanie kwasów tłuszczowych.
Co więcej, adipocyty beżowe można stymulować do tego, żeby przybrały formę aktywną. Takim stymulatorem może być zimno lub odpowiednie odżywianie. Ekstrakt ze wspomnianej mikroalgi Tisochrysis lutea powoduje aktywizację beżowych adipocytów, dzięki czemu zaczyna w nich zachodzić proces termogenezy, a efektem jest… spalanie tłuszczu!
Kosmetyk, który powstał z przypadku
Ekstrakt z Tisochrysis lutea jest głównym składnikiem aktywnym zawartym w specjalistycznym balsamie wyszczuplającym Resibo – polskiego producenta kosmetyków naturalnych. Skuteczność jego działania została potwierdzona, zanim pojawił się na rynku. Wiąże się z tym bardzo ciekawa historia.
– Czy to może działać? Zadaję sobie to pytanie, kiedy trafiam na produkty, które obiecują wyszczuplać, działać antycellulitowo, ujędrniająco na skórę – mówi Ewelina Kwit-Betlej, właścicielka marki Resibo. – Jestem wobec takich kosmetyków wyjątkowo sceptyczna, ale dzięki całkowitemu przypadkowi stworzyłam balsam, który naprawdę działa wyszczuplająco, wysmuklająco, ujędrniająco i antycellulitowo. I jest to działanie udokumentowane.
Kiedy tworzyła odżywczy balsam do ciała (który również znajduje się w ofercie firmy), w ręce Eweliny Kwit-Betlej wpadł niezmiernie ciekawy składnik, który postanowiła przetestować na sobie, bo miał on działać właśnie wyszczuplająco, antycellulitowo i ujędrniająco. – Rozdałam próbki do testów, ale nie czekałam na efekty – opowiada. – Mieliśmy już opracowaną doskonałą formułę balsamu odżywczego, a tego właśnie potrzebowały nasze klientki. Projekt został odłożony.
Tajne testy
Ale po pewnym czasie jedna z koleżanek Eweliny powiedziała jej, że zrobiła test wraz ze swoją nastoletnią córką i pokazała zdjęcia. Ania, mimo szczupłej figury, walczy z rozstępami i cellulitem na udach. Przez pięć tygodni codziennie smarowała jedną nogę balsamem wyszczuplającym Resibo, który dostała do testów jej mama, a drugą – popularnym olejkiem na rozstępy, który do tej pory stosowała.
– Zobaczyłam zdjęcie efektów i wtedy stwierdziłam, że musimy ten kosmetyk wprowadzić do naszej oferty! – mówi Ewelina Kwit-Betlej. – Skóra na udzie Ani, na którym stosowała nasz balsam, była gładsza, rozstępy zmniejszyły się, cellulit również, a w dodatku to udo było teraz szczuplejsze! Co więcej, kolejne testerki wracały do mnie z podobnymi odczuciami. Każda z nich zauważyła gładszą, jędrniejszą skórę.
Skąd takie efekty? To właśnie moc ekstraktu z algi Tisochrysis lutea połączonego z olejem chia i abisyńskim, masłem mango i innymi roślinnymi substancjami, zawartymi w specjalistycznym balsamie wyszczuplającym. Co warto i trzeba podkreślić, jest to produkt w 98,4% naturalny, a pozostałe 1,6% to wyłącznie przebadane i bezpieczne dla skóry i organizmu składniki.
Zachwycone klientki
Dziesięć klientek Resibo obecnie testuje balsam w ramach ogłoszonego przez firmę konkursu na ambasadorki tego kosmetyku. Oto kilka opinii po zaledwie tygodniu stosowania:
Muszę przyznać, że w pierwszym tygodniu efekty u mnie były niewidoczne i troszkę się martwiłam…
Natomiast ten drugi tydzień… Wow…
Skóra w dotyku jest niesamowicie delikatna… ale i pomiary się zmieniają…
Stopień ekscytacji: milion
Już czekam na efekty kolejnych tygodni
Iwona
No i muszę to napisać. Na zdjęciach tego nie widać bo moja skora jest powiedzmy w ciężkim stanie, ale ten balsam RZĄDZI! Po latach diet i efektów jojo no i po ciąży nawet bieganie nie dało rady tak ujędrnić mojej wiotkiej skóry jak to cudo. Wiedziałam, że to będzie działać, ale nie, że już po pierwszym tygodniu!
No brawo Wy!
Aneta
Choć na zdjęciach nie ma może jeszcze jakiś spektakularnie widocznych efektów, to na żywo muszę przyznać, że balsam naprawdę ma jakieś magiczne moce, bo czuję i widzę, że moja skóra jest zdecydowanie bardziej jędrna i elastyczna. Konsystencja i zapach balsamu też jak najbardziej na plus. Poza tym, ja naprawdę schudłam w talii!
Daria
(…) Od samego początku rozsądnie podeszłam do zadania i nie spodziewałam się efektów za szybko. Wiedziałam, że wszystko potrzebuje czasu, żeby małymi kroczkami coś się zmieniło. Natomiast ku mojemu zdziwieniu, moje pomiary po 4 dniu stosowania balsamu (czyli po 8 smarowaniach) zmniejszyły się o ok 5mm. Staram się pobierać pomiary bez napinania skory tylko tak luźno, żeby unikać jakichś pomyłek przy pomiarach. Oczywiście 5 mm nie jest widoczne
Patrząc na sylwetkę ale sam fakt tego, ze cos zaczyna się dziać, że Lipout działa na moje komórki bezowe jest motywujący. Ja generalnie żyję i odżywiam się zdrowo i sportowo, ale po 2 ciążach i 2 okresach okołoporodowych i po przekroczeniu magicznej 30 zauważyłam różnice w jakości mojej skory i trudności pracowania nad swoja tkanka tłuszczowa.
Agnieszka
Produkt w cenie 89 zł można kupić m.in. na resibo.pl.
Źródło: PR Resibo








